Opublikowane przez dnia 24 września 2018

Małżeństwo sakramentalne, to nierozerwalny związek mężczyzny i kobiety, którzy ślubują sobie miłość, wierność i uczciwość małżeńską, aż do śmierci.

Św. Augustyn uczył, że podstawą miłość małżeńskiej jest przywiązanie serc. Popatrzmy dziś na najszczęśliwsze małżeństwo świata Maryi i Józefa, które opierało się przede wszystkim na przywiązaniu serc, nie na cielesności.

Pierwszym powodem zaręczyn Maryi i Józefa, było zapewnienie ochrony czci NMP. Św. Józef kochał tak Maryję, że nie mógł pozwolić na Jej zniesławienie. Wiedział, że Ona złożyła ślub czystości tak jak i on. Wiedział, z proroctw, że Zbawiciel narodzi się z Dziewicy, z rodu Dawida – do którego i Maryja i on należeli.

Drugim powodem ich zaręczyn było to, że Józef mógł zaświadczyć o czystości Maryi. To nie było proste, ale interwencja Anioła sprawiła, że jego dusza napełniła się czcią i szacunkiem z miłości do tajemnicy Maryi. Czy dziś narzeczeni mogą zaświadczyć o czystości swoich narzeczonych?

Św. Józef nie był stary mężczyzną (tak często się go przedstawia, bo po ludzku myśląc, łatwiej by mu było wytrwać w czystości przy młodej kobiecie), był młodym, silnym, męskim, atletycznym, przystojnym, czystym i zdyscyplinowanym mężczyzną. Nie był człowiekiem niezdolnym do miłości – wręcz musiał nią płonąć. Wnieśli w swoje małżeństwo śluby dziewictwa i gorące, pełne miłości serca. Żaden mąż i żadna żona nigdy nie kochali się wzajemnie tak jak Józef i Maryja. Ich małżeństwo nie było jak inne, gdyż prawo do ciała zostało oddane. Maryja i Józef nie potrzebowali spełnienia w ciele, bo jak pisze pięknie Papież Leon XIII; spełnienie ich miłości było w Jezusie.

W małżeństwie cielesnym najpierw ciało prowadzi duszę, później zaś przychodzi spokojny stan, kiedy dusza prowadzi ciało. W małżeństwie duchowym to Bóg od początku posiada ciało i duszę.

W normalnych małżeństwach pisze abp Sheen: jedność cielesna jest symbolem ich spełnienia, a ekstaza towarzysząca temu spełnieniu jest tylko przedsmakiem radości, jaka wstępuje do duszy, gdy ta osiąga zjednoczenie z Bogiem przez łaskę. Maryje i Józefa czyniły jednością nie ich połączone razem miłości, lecz Jezus. Nie szli oni do Boga przez wzajemną miłość – zauważa autor – lecz raczej dlatego, że najpierw poszli do Boga, mieli głęboką i czystą miłość do siebie nawzajem. Dlatego od tych kochających się małżonków trzeba uczyć się, że do miłości trzeba nie dwojga, ale trojga. Ciebie kobieto, Ciebie mężczyzno i Jezusa.

Sakrament małżeństwa różni się od związku małżeńskiego tym, że małżonków jednoczy sam Chrystus. Przypomina o tym sprawowana Eucharystia. Komunia pod dwoma postaciami. Dlatego małżonkowie codziennie wieczorem powinni razem wspólnie odmawiać Różaniec, lub przynajmniej modlitwę, bo ich wspólna modlitwa jest czymś ważniejszym niż oddzielne modlitwy każdego z nich. A gdy rodzi się dziecko, powinni modlić się razem przy łóżeczku, jak robili to Józef i Maryja.

W tej ziemskiej trójcy dzieciątka, matki i przybranego ojca były nie dwa serca z jedną tylko myślą, ale jedno wielkie serce do którego wlewały się dwa pozostałe jak zbiegające się strumienie. Bóg pomyślał małżeństwo po to, aby ludzie mogli się zbawić. Aby sobie wzajemnie pomagali i ten kto wybiera drogę małżeństwa musi o tym pamiętać. Dana ci jest żona, mąż byście razem się zbawili i doprowadzili do zbawienia swoje dzieci. Pamiętamy tekst z Ewangelii o kobiecie, która miała siedmiu mężów. Wszyscy pomarli. Faryzeusze zadali Panu Jezusowi pytanie: Kogo będzie żoną. Jezus odpowiedział; nikogo. Tam po drugiej stronie ani się żenić, ani za mąż nie będą wychodzić. Są jak Aniołowie. Bóg patrzy na każdego przez pryzmat Chrystusa, jako swojego dziecka. Dziećmi Bożymi jesteśmy, ale się jeszcze nie ujawniło kim będziemy – powie św. Paweł.

Nie ma w kościele rozwodów. Ślub trwa aż do śmierci. My dziś tak łatwo szafujemy tymi rozwodami. Człowiek kupi nowy samochód zarysuje go sobie i gdy wraca do domu to go nie wyrzuca i nie kupuje nowego, tylko naprawia, upiększa. Gdy w małżeństwie coś się dzieje od razu rozwód, wyrzuca żonę. Wyrzuca męża. Rozwód! A gdzie wzajemna pomoc, modlitwa, rozmowa, może rekolekcje? Małżeństwo to sztuka wzajemnego przebaczania sobie z miłości. Wiadomo, że jest  różnie, ale wtedy jest tzw. separacja, oddzielne zamieszkanie, a nie szukanie sobie od razu kogoś nowego. Dlaczego tak się dzieje. Bo naoglądamy się różnych seriali, które powstają często w krajach które nic nie mają wspólnego z naszą wiarą, tam tylko rozwody, trójkąty i nie wiadomo jeszcze co … i człowiek zabija swoje sumienie. Dziś mówi się to mój partner, partnerka! Nie, to jest kochanek, kochanka.

Mała córeczka słysząc kłócących się rodziców, którzy krzyczeli coś o rozwodzie, weszła do kuchni i mówi im tak: Wy chcecie się rozwodzić? Jeden z was pójdzie tam, drugi gdzie indziej, a ja pójdę do domu dziecka. Bo nie umiałabym wybrać jednego z was, bo ciebie mamo i ciebie tato kocham identycznie. I serce by mi pękło gdybym musiała kogoś opuścić.

Co jest istotą w rodzinie Jezusa, Maryi i Józefa? Posłuszeństwo i miłość. Pan Jezus trzy godziny cierpiał, trzy lata nauczał, a trzydzieści lat był posłuszny, by nauczyć świat posłuszeństwa. By pokazać czym można pokonać diabła. Maryja była posłuszna woli Bożej, Józef także posłuchał Boga, który posłał i do niego anioła. Jezus był im poddany – jak uczy św. Łukasz.

Pomóż sobie a niebo ci pomoże.  Apostołowie słuchali Jezusa tylko trzy lata i ogłosili Królestwo Boże. Maryja słuchała Jezusa 30 lat. Otrzymała dziesięciokrotnie więcej od Pana Jezusa niż oni. Zawierzajmy jej nasze małżeństwa i rodziny. ks. Jarosław Żmija

W kategorii: Aktualności