Opublikowane przez dnia 25 października 2018

Ponad osiemdziesiąt lat temu pewien człowiek wziął do ręki poranną gazetę i – o zgrozo! – przeczytał własny nekrolog! Gazeta pomyłkowo informowała o jego śmierci. Jak większość z nas, ciekaw był, co ludzie będą o nim mówili. Poczuł się niemile zaskoczony faktem, że go nazwano „handlarzem śmiercią”.

Był wynalazcą dynamitu i zbił wielką fortunę na produkcji broni. Ale poruszyło go takie określenie. Czy rzeczywiście chciał być znany jako „handlarz śmiercią”?

W tej właśnie chwili spłynęła nań uzdrawiająca moc silniejsza od niszczycielskiej mocy dynamitu. Wybiła godzina jego nawrócenia. Od tej pory zaczął poświęcać pieniądze i siły dziełom pokoju i polepszenia życia ludzkości. Dziś oczywiście żyje w pamięci nie jako „handlarz śmiercią”, lecz jako fundator między innymi Pokojowej Nagrody Nobla –  Alfred Nobel

Alfred Nobel postanowił, że pieniądze, które zdobył głównie dzięki wynalezieniu dynamitu, mają zostać przeznaczone na ufundowanie nagrody, która pomoże w zachowaniu pokoju i dobrobytu na świecie. Nagrody przyznano po raz pierwszy w 1901 roku. W swoim testamencie, sporządzonym 27 listopada 1895 r., napisał: Ja niżej podpisany, Alfred Nobel, oświadczam niniejszym, po długiej rozwadze, iż moja ostatnia wola odnośnie majątku, jest następująca. Wszystkie pozostałe po mnie, możliwe do zrealizowania aktywa, mają być rozdysponowane w sposób następujący: kapitał zostanie przez egzekutorów ulokowany bezpiecznie w papierach, tworzących fundusz, którego procenty każdego roku mają być rozdzielone w formie nagród tym, którzy w roku poprzedzającym przynieśli ludzkości największe korzyści.

Może ktoś się teraz zastanawia: dlaczego wspominam dzisiaj Alfreda Nobla? Czy ze względu na wybory? Może i tak. Bo uczy nas, że wielkość polega na służbie innym ludziom, a przede wszystkim służbie sprawie pokoju na świecie. Uczy, że wszystkie nasze siły powinniśmy skierować na tę najważniejszą sprawę. I nie chodzi tutaj tylko o pokój pomiędzy narodami. Nie chodzi tylko o pokój tam, gdzie toczą się wojny. Chodzi przede wszystkim o wprowadzanie pokoju wszędzie tam, gdzie żyjemy… w domu… w szkole… w pracy …  na podwórku… Może za to nie dostaniemy Nagrody Nobla, ale na pewno otrzymamy nagrodę wiernego sługi Pana Jezusa.

Właśnie Pan Jezus w dzisiejszej Ewangelii zachęca nas, abyśmy na Jego wzór służyli innym ludziom. Abyśmy na Jego wzór potrafili poświęcać swoje siły, zdolności, a może nawet życie dla wielkich wartości. Wybija z głowy synom Zebedeusza, że władza nie polega na rządzeniu, ale służbie. Służba to posłuszeństwo Bogu i ludziom.

Czcij ojca i matkę swoją, a będziesz długo żył i będzie ci się dobrze powodziło na ziemi. Jest to czwarte przykazanie Boże, jedyne związane z obietnicą. Rodzice mają nauczyć dzieci posłuszeństwa, dzieci winny być posłuszne wobec rodziców. Ale to nie ma być posłuszeństwo dla posłuszeństwa. To ma być posłuszeństwo z miłości. Kocham cię i chcę cię czegoś nauczyć, dlatego wymagam. Kocham cię mamo i tato dlatego zrobię jak chcesz – mówi posłuszne dziecko.

Gdy Jezus zaginął w świątyni, po odnalezieniu Go, Ewangelista zaznaczył, że wrócił do domu     i był im poddany. Dom…  Z życia domowego dziecka wypływa dojrzałość wieku dorosłego. Być posłusznym rodzicom, to być posłusznym Panu Bogu.

Pierwszym skutkiem posłuszeństwa jest wzrastanie w latach, czyli doskonałość cielesna. Właściwe wzrastanie dokonuje się tam gdzie jest dom, właściwe miejsce. Ulica nie wychowa dziecka. Jeśli wykańcza nas pośpiech, to wzmocnić nas może ciche posłuszeństwo prawu Bożemu. Dlatego dziecko musi mieć zadawane konkretne prace do zrobienia w domu. Choćby sprzątanie swego pokoju, zmywanie naczyń po sobie. Musi uczyć się konkretnych postaw wobec starszych. Dziękuję, proszę, przepraszam, ustępowania miejsca w autobusie, jest wciąż aktualne.

Następnie skutkiem posłuszeństwa są postępy w łasce i mądrości czyli żarliwości ku Bogu. Z otwartością umysłu i mądrością wiąże się pokora, ufność, spontaniczność i posłuszeństwo dziecka. Ważna jest wspólna modlitwa w domu, choćby w niedzielę. Wspólne bycie na Mszy św. rodziców i dzieci. Ale na Mszy św. nie pod kościołem, czy w ogrodzie. Można oczywiście wyjść z kościoła, a nawet niekiedy trzeba z dzieckiem wyjść na zewnątrz, ale nie może to być rytuał, że przychodzę do kościoła i jestem na zewnątrz. Dziwicie się, że młodzieży nie ma w kościele? Ja już nie. Oni są tam gdzie nauczyli ich być rodzice. Jako dziecko zawsze byli na zewnątrz. Przyszedł do kościoła nie po to, aby spotkać się z Bogiem, ale by sobie pobiegać, wokół kościoła. Nikt z rodziców nie powiedział im już w domu… idziemy do Pana Jezusa. Nikt nie pokazał tabernakulum i czerwonej lampki, która mówi tam jest żywy Bóg. Dziecko nie widziało mamusi czy tatusia, którzy przyjmują Komunię Świętą. Zawsze zostawało na zewnątrz z drugim rodzicem lub dziećmi bo… był duży ścisk. I tak zostało wychowane.

Jeśli w domu znika posłuszeństwo w sumieniu, to zastąpi je posłuszeństwo sile państwa. Oddawanie chwał – ego – a to zaprzeczenie pokory. A przecież posłuszeństwo w domu jest fundamentem posłuszeństwa w szkole z którym dziś tak wiele problemów mają dzieci, a także we wspólnocie narodowej. Nie idę na wybory, bo mi się nie chce.

Odmówmy na koniec piękną modlitwę autorstwa św. Franciszka z Asyżu:

Panie, uczyń mnie narzędziem Twego pokoju. Tam, gdzie nienawiść – pozwól mi siać miłość, gdzie krzywda – przebaczenie, gdzie zwątpienie – wiarę, gdzie rozpacz – nadzieję, gdzie mrok – światło, tam gdzie smutek – radość. Spraw, Panie, abym nie tyle szukał pociechy, ile pociechę dawał; nie tyle szukał zrozumienia, co rozumiał nie tyle był kochany, ile kochał. Albowiem dając – otrzymujemy, przebaczając – zyskujemy przebaczenie, a umierając – rodzimy się do życia wiecznego.

Bądźmy narzędziami Bożego pokoju w naszym świecie. Amen!

W kategorii: Aktualności