Opublikowane przez dnia 8 kwietnia 2020

Wierzę, Zmartwychwstały Panie w Twoją cudowną obecności w Najświętszym Sakramencie. Wierzę, że patrzysz teraz na mnie i pragniesz bym razem z Tobą przeżył tegoroczny Wielki Post. Twój Krzyż Chryste, Twoja Męka, daje nam radość zwycięstwa. I chcemy doświadczać mocy Twego Krzyża. Krzyża, który budzi nadzieję, że wszelkie zło, można pokonać i zapowiada wieczne szczęście.                                                              

Św. Jan Paweł II wołał w Zakopanem 6 czerwca 1997 roku:

Ave Crux

Bądź pozdrowiony Krzyżu Chrystusa!

Kiedy na górze w Galilei Pan mówi do apostołów: „Dana Mi jest wszelka władza w niebie i na ziemi”, wówczas nasza myśl i serce zwraca się do Krzyża.

To w Krzyżu jest Ci dana, o Chryste, „wszelka władza”, taka władza, jakiej nikt inny nie ma w dziejach świata.

To w Krzyżu jest moc Odkupienia człowieka, w imię której apostołowie słyszą: Idźcie… nauczajcie wszystkie narody.

To w Krzyżu Chrystusa Bóg Trójjedyny: Ojciec, Syn i Duch Święty stał się życiem dusz nieśmiertelnych. A początek tego życia stanowi chrzest.

To w Krzyżu, w tym — po ludzku znaku hańby — stałeś się, o Chryste, Pasterzem naszych dusz i Panem dziejów.

Bądź pozdrowiony Krzyżu Chrystusa!

Ave Crux.

Umiłowani bracia i siostry, – wołał Jan Paweł II – nie wstydźcie się krzyża. Starajcie się na co dzień podejmować krzyż i odpowiadać na miłość Chrystusa. Brońcie krzyża, nie pozwólcie, aby Imię Boże było obrażane w waszych sercach, w życiu społecznym czy rodzinnym. Dziękujmy Bożej Opatrzności za to, że krzyż powrócił do szkół, urzędów publicznych, szpitali. Niech on tam pozostanie! Niech przypomina o naszej chrześcijańskiej godności i narodowej tożsamości, o tym, kim jesteśmy i dokąd zmierzamy, i gdzie są nasze korzenie. Niech przypomina nam o miłości Boga do człowieka, która w krzyżu znalazła swój najgłębszy wyraz”.

Patrzę na główny ołtarz w moim kościele. Na samej górze widzę Obraz Trójcy Świętej. Na zewnątrz dwie figury Aniołów adorujące Mojego Jedynego Boga. Rozmawiasz Chryste ze Ojcem i Duchem Świętym. Zasiadasz po prawicy Ojca. Jak mówi Psalm 110. Tzn. że we wszystkim jesteście sobie równi z Ojcem. Świadczą o tym dwie, takie same kule ziemskie, w waszych rękach. Przynosisz Jezu do domu Ojca także gałązkę palmową. Symbol mocy, zwycięstwa, wyniesienia i zmartwychwstania. Oznacza ona też szczęście czekające na sprawiedliwych w niebie. I jest to również symbol zwycięskiego KRZYŻA.

Ta rozmowa jest pełna radości, szczęścia, ciepła, taki zresztą kolorystycznie jest ten obraz. Jakże inna to rozmowa od tej w Ogrodzie Oliwnym. W Getsemani widziałeś Chryste wszystkie nasze grzechy. Cierpienie sprawiał Ci ogrom niewierności osób, które kochasz, a nawet przyprawił o krwawy pot.                                                

Gdy rozważamy tę modlitwę, widzę Jezu twoje zmaganie. Słowa prawdy, splecione z bólem. Jakże pragnie człowiek takiej rozmowy ze swoim przyjacielem, szczerej, prawdziwej. Ale widzę też inną postawę. Obojętność wybranych apostołów. Śpią zamiast czuwać. Często i ja powtarzam tę postawę. Uciekam od rozmowy o trudnościach w moim życiu, o krzyżu, smutku. Dziś zasłaniam się brakiem czasu. Wiem, że to nie prawda, ale tak wygodniej, łatwiej. To co, że czas ucieka przez palce. Nic nie muszę nikomu mówić. Ja sam. 

Nie mam czasu na Mszę św. niedzielną, W cudzysłowie – nie mam. Choć wiem, że Msza to uobecnienie ofiary Krzyża. Mało tego! Gdy lekceważę Mszę to tak naprawdę, lekceważę także kapłaństwo i Kościół. Nie brak dziś w Kościele judaszy i antychrystów – dobrze pisał św. Jan Ewangelista. Wyszli oni spośród nas i stali się naszymi przeciwnikami. A może i ja? dodaje swoje trzy grosze?  

Twojej Panie Jezu rozmowie z Ojcem, cały czas na naszym obrazie przysłuchuje się Duch Święty. Unosi się w górze nad Wami. Tak wielu z nas zapomina, że ta potężna Moc, dana jest nam, aby pokonać każdy grzech, każde zło. Mówimy dziś często o młodzieży, że żegna się z kościołem po bierzmowaniu. Dlaczego? Przecież mówi im się                  o moc Bożego Ducha w życiu Maryi, w męce i śmierci Syna Bożego, także w życiu świętych, których imiona wybierają. A może tylko wybierają, a nie poznają heroicznego ich życia w Duchu? A może dlatego, że przez ich wstawiennictwo nie modlą się? Panie Jezu pomóż nam ożywić naszą modlitwę. Niech Twoja modlitwa                                       z Getsemani będzie dla nas wzorem wytrwałej, ufnej, szczerej modlitwy. Niech będzie wzorem dla mnie, kapłana składającego Twoją ofiarę. Niech będzie wzorem dla rodziców, by nie odpuścili tak łatwo swoim dzieciom osobistej modlitwy, szczególnie, gdy gubią się na swoich drogach. Modlitwa to wielka broń, choć niepozorna. Może wszystko zmienić  w naszym codziennym życiu.                                                                                                                                                      

Człowiek tak żyje jak się modli. Jeśli się nie modlisz tracisz wiarę. Bo co to jest wiara? Ksiądz biskup Ryś tak to kiedyś tłumaczył: Modlimy się do Jezusa; przymnóż nam wiary. W przypowieści o uzdrowieniu dziecka setnika, na wieść, że dziecko umarło… wielu mówi nie trudź już Nauczyciela. Jezus jednak mówi do niego: Nie bój się, wierz tylko.  A setnik odpowiada; Wierzę Panie i zaraz dodaje zaradź memu niedowiarstwu. Wiara to nie kilogram, dwa, które dodajemy gdy wołamy przymnóż nam wiary. Wiara to relacja z Jezusem. Chcesz mieć wiarę? Zachowaj przynajmniej minimum relacji z Jezusem. Choć minimum. Jezus mówi; choć ziarnko gorczycy. A będziesz człowiekiem wiary. A skoro ty się nie modlisz, skoro nie spotykasz się z Nim na Mszy św. to czy jesteś wierzący?

W czasie Eucharystii modlimy się: Ty sprawiłeś, że Jezus Twój Syn, przez mękę i krzyż wszedł do chwały zmartwychwstania. Ty Go wezwałeś, aby zasiadł po Twojej prawicy – tak jak na naszym obrazie, – jako nieśmiertelny Król wieków i Pan całego wszechświata. Wejrzyj Ojcze na tę ofiarę: jest nią Chrystus który w swoim ciele i w swojej Krwi wydaje się za nas i swoja Ofiarą otwiera nam drogę do Ciebie. Czy ja to rozumie, czy pojmuje? On nieustannie oddaje się za mnie w czasie każdej Mszy św. Nawet wtedy gdy mnie nie ma z lenistwa.    

Jeden z pielgrzymów napisał w kronice po odwiedzeniu naszego Sanktuarium takie słowa: Dlaczego dopiero teraz to otrzymałem? /chodziło o łaskę wiary/ Dlaczego dopiero teraz?                 

Byłem tutaj proszę księdza dwa lata temu na pogrzebie mojego wujka. Coś tu jest w tej świątyni. Mieszkam w Austrii, wróciłem tam do siebie i zacząłem się modlić. Wyprosiłem w ty czasie dwie, dla mnie ważne łaski. Nie wiem czy jest to w zwyczaju dalej teraz, ale za czasów mojej babci składało się za wyroszoną łaskę dar. Chcę złożyć to złote serce Matce Bożej – i wręcza mi serduszko. I proszę jeszcze, chodźmy do kościoła, chciałbym się tu pomodlić zanim wyjadę. Odchodził z tego miejsca ze łzami w oczach. Cieszył się, że mógł tu pomodlić się… Modlitwa sprawiła, że odzyskał po latach łaskę wiary.

Przejmująca była modlitwa św. Jana Pawła II przed śmiercią. 

Trzymał krzyż w rękach patrzył w ekran telewizora i modlił się rozważając Mękę Pańską wraz z uczestnikami w Koloseum.

Krzyż – symbol Wielkiego Piątku. Ten, który powstał w Stefkowej w Bieszczadach ma szczególną historię. Splata cierpienia św. Jana Pawła II oraz Janiny Trafalskiej, poruszającej się od 26 lat na wózku inwalidzkim. Jej cierpienie zaczęło się nagle. W wieku 29 lat, wypadła z okna uszkadzając sobie kręgosłup. Do dziś porusza się na wózku inwalidzkim.

Po powrocie z leczenia, które trwało około dziewięciu miesięcy, Pani Janina nie potrafiła pogodzić się z tym, co ją spotkało. Nie rozumiała dlaczego to przytrafiło się właśnie jej, osobie młodej z marzeniami i planami na przyszłość.

– Cierpienie w szpitalu było duże, ale przeżyłam je w modlitwie i wyciszeniu. Dopiero, gdy wróciłam do domu nastąpił we mnie bunt i nie potrafiłam odnaleźć się w codziennym życiu, nie chciałam tego zaakceptować. Trwało to około trzech lat. Chciałam się zupełnie odizolować od ludzi, od życia. Pytałam Boga: „dlaczego ja?”. Księża przekonywali mnie, że Bóg mnie kocha i wybrał do cierpienia, ale ja jeszcze bardziej się buntowałam. Oni cały czas mówili, że powinnam dziękować za to cierpienie, ale jak można dziękować za coś takiego? – wspomina pani Janina.

Po dziesięciu latach pan Stanisław, mąż pani Janiny, zdradził jej, że kiedy była w szpitalu, on odbył swoją drogę krzyżową na jedną z gór w Bieszczadach.

– To była niesamowita droga krzyżowa. Ona myślała, że ja jestem daleko od jej cierpienia, ale ono dotyczyło także mnie. Nie chciałem, żeby ona to widziała, ale bardzo się tym przejmowałem. Tę drogę krzyżową powtarzałem z miłości. Do krzyża trzeba się przytulać, on oczyszcza, podnosi. Nie miałem żadnego innego wyjścia, tylko krzyż – mówi pan Stanisław.

W 1996 roku na zamówienie pewnego księdza z Rzeszowa pan Stanisław wyrzeźbił dwa krzyże. Jeden z nich ofiarował kapłanowi, natomiast drugi żonie. Po latach zrozumiał, dlaczego podjął taką decyzję.

– Kiedy byłem radnym gminy, wójt z delegacją samorządową wybierał się do Watykanu i chciał, żebym zrobił coś dla papieża. Żona powiedziała, że podaruje mu swój krzyż. Ściągnąłem ten krzyż, ucałowałem, przytuliłem się do niego i dałem żonie, ona zrobiła to samo. Przez te lata nie zapomnieliśmy o tym „naszym” Chrystusie. Zastanawialiśmy się, co się z nim dzieje – zauważył rzeźbiarz.

Jan Paweł II podarował ten krzyż swojemu sekretarzowi ks. abp Mieczysławowi Mokrzyckiemu. W Wielki Piątek 2005 roku, podczas czternastej stacji drogi krzyżowej, papież chciał wziąć do ręki krzyż, a ks. abp Mokrzycki pobiegł do pokoju i dał mu właśnie ten, który od niego otrzymał.

– Syn włączył telewizor i zapytał, czy to ten krzyż, który rzeźbił tata. Powiedziałam mu, że to na pewno nie ten. Wieczorem pokazali to jeszcze raz i okazało się, że to ten krzyż – przypomina sobie pani Janina.

Pani Janina odebrała to jako nagrodę za cierpienie. Jednak czuła, że nie zasłużyła na takie wyróżnienie z powodu buntu, jaki się w niej niegdyś zrodził. Bóg jednak ocenia człowieka inaczej.

– Bóg nie patrzył na odrzucenie tego cierpienia przeze mnie i podarował mi taką nagrodę, że krzyż, który wisiał w moim domu tulił człowiek święty – zauważa żona pana Stanisława.

Mimo cierpienia pani Janina odnalazła spokój w Bogu. Całkowicie mu zaufała. Potrafiła przezwyciężyć bunt i znaleźć sens w tym cierpieniu, które, jak teraz tłumaczy, w końcu zrozumiała.

– Kiedyś tego nie rozumiałem, ale teraz wiem, że cierpienie jest darem. Teraz wiem, że chcę przytulić się do krzyża i wołać: „Jezu ufam Tobie”. Nauczyliśmy się – przez 26 lat – wspólnie żyć w tym cierpieniu. Pomimo tego trudu jestem szczęśliwa. Gdyby nie było tego cierpienia, to nie wiem, czy tak poczulibyśmy Boga. Nie wiem, jak wyglądałoby to cierpienie bez niego. Byłam ciągle zbuntowana i zła. Zaczynałam nienawidzić sama siebie i mówiłam, że moje życie nie ma sensu. Teraz dziękuję Panu Bogu za to, że zrozumiałam sens mojego istnienia – wyjaśnia pani Janina.

Czy modlisz się bracie, siostro? Jaka jest twoja rozmowa z Bogiem? 

 

 

DRUGIE KAZANIE PASYJNE

Nie ma większej miłość od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich. Oddałeś za mnie Chryste swoje życie. Wybrałeś mnie na swojego przyjaciela, choć taki słaby jestem. 

Bóg tak umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy kto w Niego wierzy nie zginał, ale miał życie wieczne. A Syn uniżył samego siebie, przyjąwszy postać sługi i stał się podobnym do ludzi. Mało tego, uniżył samego siebie i stał się  posłusznym, aż do śmierci i to śmierci krzyżowej.

Patrzę Jezu na Ciebie obecnego w Najświętszym Sakramencie. Patrzę na obraz Twojej Matki, Pani Saneckiej. Monstrancja jest jakby w Jej objęciach. Królowa objawiająca tajemnicę Trójjedynego Boga. Tak o Niej mówimy w litanii. Tajemnicę Miłości bez końca. Wychodzi do nas spoza tajemniczej kotary, królewskiego majestatu, która opowiada o tajemnicy Boga. W ręku trzyma złote jabłko. Już nie symbol grzechu rajskiego, Adama i Ewy. Ale znak zwycięstwa nad grzechem. Ona jest tą, która starła głowę węża. Niepokalana. Ona jest tą, która zrodziła Zbawiciela. Pełna Mocy. Zbawiciela, który pokonał szatana na drzewie, by człowieka, który na drzewie został pokonany, przez drzewo krzyża doprowadzić na powrót do bram nieba. Oliwkowy płaszcz Matki Bożej ukryty dziś pod srebrną sukienką przypomina nam o tym. Pełna Dobroci.

Maryjo Tyś patrzyła na rany swego Syna. Jego czerwona sukienka przypomina nam mękę i cierpienie. Byłaś przy Jezusie biczowanym, zmaltretowanym, o którym prorok Izajasz napisał; że nie było na kogo popatrzeć, bo tak nieludzko został oszpecony. Jego rozrywane ciało chłostane ze wszystkich sił, było wciąż omdlałe z bólu. Wycierałaś potem z Marią Magdaleną Jezusa krew w ręczniki, które przyniosła Ci żona Piłata. Ona też nie mogła znieść tej wielkiej sceny poniżenia Boga. Szłaś potem za Jezusem drogą krzyżową, wśród tłumu, który tak nie dano wołał hosanna, a teraz krzyczał; ukrzyżuj Go! Byłaś także pod krzyżem, aż do końca. Widziałaś poranione ciało, przebite ręce i nogi. Słyszałaś także jak wbijano gwoździe, i te druzgocące ręce i nogi i te gdy szydzono z Twego Syna, wyśmiewano, a nawet przeklinano. Twoja karmazynowa suknia w kolorze krwi dużo mi mówi o Twojej boleści Niepokalanego Serca. O Twoim współcierpieniu.

Stabat Mater Dolorosa. Na Kalwarii Jezus nie był sam. Był z Tobą, ale i tam oddał nam Ciebie za Matkę. Oto Matka Twoja usłyszał św. Jan, brat św. Jakuba, który w tym ołtarzu także przez lata królował. Ale ustąpił Ci miejsca byś prowadziła nas do Twojego Syna. Nie skąpiłaś św. Jakubowi pomocy, gdy borykał się z trudnościami. Ukazałaś mu się w Saragossie i pocieszałaś, umacniałaś. Dziś także, jak dobra matka, każdego kto do Ciebie przychodzi, tulisz, pocieszasz, pomagasz. Święta, Niepokalana, wolna od wszelkiego grzechu. Mocna, bo Ciebie Bóg nazwał Królową Wszechświata, ustanowił Strażniczką swoich dóbr, byś je nam rozdzielała i pośredniczyła między Bogiem, a nami. I wreszcie: Dobra. Boś ucieczką grzeszników, opiekunkom sierot i królową świętych.

Tak pragnęliśmy mieć dziecko. Przyjeżdżaliśmy tu do Sanki, modliliśmy się gorąco  o dar życia. I stało się, poczęłam. Wielka radość, szczęście. Ale lekarze po badaniach orzekli; dziecko umrze! Zaczęła się moja wielka trauma. Ale pomyślałam umrze … jeśli Bóg dał mu życie, to przecież go nie zabierze. Niech się dzieje Jego wola. Modliłam się i dalej tu przyjeżdżałam. Dziecko rozwijało się pod sercem. Gdy byłam w ósmym miesiącu, lekarze oznajmili mi, że dziecko będzie żyło, ale na pewno urodzi się bez nóżek. Łzy same ciekły po policzkach. Ale skoro Bóg dał mu życie, choć nie miało żyć, to niech żyje. Choćby miało być bez nóżek wychowam je. Cały czas powierzaliśmy z mężem tę małą istotę we mnie. Przyszedł dzień rozwiązania i wiecie co? Matka Boża dała mi od Jezusa największy skarb; zdrową, całą dziewczynkę z nóżkami. Ponoć są jakieś powikłania, ale jest. Bogu niech będą dzięki.

Matuchno, tak wiele trosk czeka rodziców. Mówi się małe dzieci mały problem, duże dzieci, duży problem. Jak trudno wychować dobrze dzieci. Nie ma reguły. Chodziliśmy do kościoła zawsze z nimi, modliliśmy się wspólnie, czytaliśmy Pismo św. w niedziele. A nasze dzieci odeszły od Boga. Co robić? Są dwie szkoły, jedna mówi; zostawić.    Każdy ma swoją drogę do wiary. Kiedyś wrócą. I tak się niekiedy dzieje. Inna droga, to droga dobrej matki, św. Moniki, matki św. Augustyna. Modliła się za swojego syna, prosiła o modlitwę innych. Jeździła za nim, prosiła, mówiła nie tędy droga. I wybłagała jego nawrócenie. 

Dziś brakuje w domach rodzinnych pracowitości i stawiania wymagań. Mamy same sprzątają w pokojach dzieci, żeby się czasem nie przemęczyły. Dzieci pięknie wszystko umieją wymusić, bo ja chcę, a ty mi kup i koniec. Bezradni rodzice nie są dziś w stanie zachować karności i postawić wymagania, bo małe „cwaniaczki” ich straszą, że podadzą rodziców na policję. Aby zakrólowała właściwa relacja między dziećmi, a rodzicami, trzeba dziś więcej miłości. Mieć czas na rozmowę, tłumaczenie, na wspólną modlitwę, na wspólną niedzielną Mszę św. Na szkołę i nauczycieli, którzy stawiają wymagania, a rodzice im pomagają. Nie stoją po stronie leniwego ucznia, ale wymagającego nauczyciela. Maryja zawsze gotowa jest nam pomagać. Troszczy się o dzieci Kościoła. I choć jesteśmy dziećmi grzesznymi, to jednak we wspólnocie Kościoła żyje Jezus obecny  w sakramentach, żyją świeci, aniołowie stróżowie, którzy troszczą się o nas i opiekują. Tak, jak w ogrojcu Jezusowi, tak i nam przynosząc kielich pociechy i umocnienia.

Towarzyszy nam też stała opieka milczącego św. Józefa z dzieciątkiem na ręku na zasuwie Cudownego Obrazu. On zatroskany o Jezusa i Maryję nigdy i nas nie opuszcza. Uczy mężów, ojców, by troszczyli się o swoje domy, o żonę, dzieci. Ktoś pięknie powiedział, że kobieta jest w domu sercem. To serce jest gorące, piękne, pełne miłości, pokoju, szczęścia rodzinnego, dopóki mężczyzna je napełnia. Mężczyzna zaś jest tym, który w ten dom, w to kobiece serce wlewa nie tylko pieniądze, ale miłość. Czerpie od Jezusa Eucharystycznego i przelewa tę miłość do serca kobiety. Czyni tak jak Jezus wobec Kościoła. A wtedy kobieta na powrót rozlewa tę miłość ze swojego serca, na męża i na dzieci, cały dom. Jeżeli uważacie kochani małżonkowie, że mało miłości w domu, to zapytajcie się, jak wygląda moja miłość Chrystusa Ukrzyżowanego, obecnego we Mszy św. ! Św. Paweł pisał, że mężczyzna ma miłować żonę tak, jak Chrystus miłuje Kościół. A Chrystus jest w Kościele poprzez sakramenty, żywi nas swoim ciałem i pielęgnuje. A Kościół odwdzięcza się za to Chrystusowi, swoją wiarą, swoją miłością i wiernością.

Matko spod Chrystusowego Krzyża pomóż mi być wiernym Jezusowi.

Stoisz dziś Maryjo przy każdym ołtarzu na którym uobecnia się ofiara Krzyża. Jesteś z kapłanem, który unosi biała hostię i wypowiada słowa Jezusa: Bierzcie i jedzcie to jest Ciało moje. Bierzcie i pijcie, to jest krew moja. To czyńcie na moją pamiątkę. Wstawiasz się za nami, by ta ofiara przyniosła nam potrzebne łaski tu na ziemi i w wieczności. A gdy kapłan wypowiada słowa: Przez Chrystusa, z Chrystusem i w Chrystusie, Tobie Boże Ojcze Wszechmogący w jedności Ducha Świętego wszelka cześć i chwała, przez wszystkie wieki wieków. Śpiewasz radosne Amen, bo wiesz, że Twój Syn przedstawił naszą modlitwę Ojcu Niebieskiemu. To najważniejszy moment Mszy św. Jeśli syn poprosi ojca o chleb, czy poda mu kamień? Jeśli z miłością prosisz Boga i towarzyszy tej modlitwie prośba Jego Matki, czy może nas nie wysłuchać? Maryjo dziękujemy Ci, że jesteś naszą Matką, że wstawiasz się za nami. Że dajesz tyle dowodów swojej miłości do nas tu na tym miejscu. Polecamy Ci także naszą Matkę Ojczyznę. Tak wielką dziś przechodzi drogę krzyża szukając prawdy, broniąc suwerenności, troszcząc się o najbiedniejszych i potrzebujących. Św. Stanisławie biskupie i męczenniku, który stoisz obok obrazu Maryi, oręduj za nami, bądź naszym patronem jedności. Św. Kingo, patronko Polski i Litwy, która z krzyża przed obrazem na nas spoglądasz, módl się za nami, byśmy byli jako chrześcijanie solą ziemi, tej ziemi. I ty św. Florianie żołnierzu i błogosławiony kapłanie Władysławie, więźniu kazachstańskich łagrów uczcie nas kochać i szanować naszą Ojczyznę – Polskę. 

Uczcie bronić Krzyża i wartości, które dziś są zapominane w świecie i lekceważone. Dzieci Fatimskie; Hiacynto i Franciszku, Święci Rodzice św. Teresy od Dzieciątka Jezus; Zelo i Franciszku Martę – módlcie się za nami. Dziś gdy wydaje się być grzechem troska o wierność małżeńską mężczyzny i kobiety, a czymś normalnym rozwód. Módlcie się za nami. Dziś gdy wydaje się być grzechem czystość przedmałżeńska, a normalnością wyuzdanie i sodomia. Módlcie się za nami. Dziś gdy czyta się Biblie i słowa z Trzeciej Księgi Pięcioksięgu Mojżesza /20.13-23/, że Mężczyzna, który obcuje cieleśnie z mężczyzną tak jak z kobietą, popełnia obrzydliwość; obaj poniosą śmierć; krew ich spadnie na nich ..., lub w Nowym Testamencie w 1 Kor, że mężczyźni współżyjący ze sobą nie odziedziczą Królestwa Niebieskiego, to jest się człowiekiem nietolerancyjnym, a wręcz prześladowcą. Módlcie się za nami. Módlcie się za nami, bo grzech chce się uznać za dobro, a dobro unicestwić. Czyż nasze czasy nie są czasami biczowania, próby. Nie możemy się poddać dyktatowi zła. Bądźmy wierni Chrystusowi, bo diabeł jak lew ryczący krąży szukając kogo by pożreć. Nie poddawajmy się jemu! 

Panie Jezus Twój ból, Twoje cierpienie, Twoje porozrywane ciało w biczowaniu niech będzie dla mnie wyrzutem, gdy będę chciał iść na łatwiznę w swoim życiu. My chrześcijanie, nie możemy żyć jak poganie. Na nowo musimy uczyć się czystości przedmałżeńskiej i w ogóle czystości jako takiej w kapłaństwie, małżeństwie, w życiu samotnym i wierności. Osoby wierzące mają pod ręką dość łatwy do zrozumienia argument przemawiający za podjęciem wezwania do czystości. Chodzi o sakrament małżeństwa. Każdy narzeczony będzie wypowiadał w czasie ślubu słowa: „Biorę Ciebie za męża/żonę”. Od kogo biorę? Najpierw przychodzi myśl, że biorę od osoby kochanej. Jasne. Ale ważniejsze jest to, że to Bóg powierza mi daną osobę i równocześnie jej oddaje mnie samego. Dotychczas należałem wyłącznie do Boga i samego siebie. Teraz zostaję dodatkowo oddany w ręce osoby ukochanej. Opiekujący się nami Bóg, do którego należymy, powierza nas sobie nawzajem.

Jeśli nie dochowujemy czystości przedmałżeńskiej, staramy się uprzedzić sakrament. Można powiedzieć, że chcemy przeżyć sakrament bez Boga, a przecież w każdym sakramencie chodzi o działanie Boga, a nie ludzi. Jeśli wzajemnie się sobie oddaliśmy przed ślubem, po co brać ślub? Wiele osób odpowie, że celem ślubu jest przysięga przed Bogiem. Przed Bogiem można — choć nie ma to większego sensu — przysięgać w dowolnych okolicznościach, nie trzeba w tym celu iść do kościoła i odprawiać rytuałów katolickich. Sakrament jest współdziałaniem z Nim. Zatem, jeśli chcesz, by miał pełen sens, zachowaj czystość, to znaczy współdziałaj z Bogiem.

Córko Króla Królów, której chwała jest w głębokościach, spraw, bym dla Miłości Twojej nie rozpraszał się na rzeczy przemijające, lecz bym w mym wnętrzu zajął się poszukiwaniem Boga, który jest moją radością, moim skarbem, honorem, chwałą i odpocznieniem, aż do chwili kiedy dzięki działaniu Ducha Świętego, Twego wiernego Oblubieńca i Twojemu, wiernej Jego Oblubienicy, syn Twój w sercu mym zostanie w pełni ukształtowany, na większą chwałę Boga naszego Ojca, Po wszystkie wieki wieków. Amen.

Bracie, siostro, czy bronisz wartości w swoim życiu, przekazujesz je dzieciom?

 

W kategorii: Aktualności