Opublikowane przez dnia 30 marca 2020

Kochany Jezu, obecny w Najświętszym Sakramencie. Patrzysz na nas dziś z ołtarza św. Jakuba Apostoła z wielką miłością. Twoje oczy pełne bólu i smutku wyrażają wielkie cierpienie. Rękoma otwierasz dla nas bok, chcąc ukazać nam Swoje serce. Pamiętam jak z wielkim przejęciem odkurzałem ten obraz na strychu starej plebanii. Twoje spojrzenie i boleść wyciskała łzy. Potem okazało się, że jest to dar pewnej parafianki, która przywiozła go do Sanki z pielgrzymki na Jasną Górę. 

Śmierć Jezusa na krzyżu. Otwarte serce włócznią żołnierza i świadectwo setnika: Ten naprawdę był Synem Bożym. Św. Papież Grzegorz Wielki pisał: Bez żadnej nieprawości na swoich rękach cierpiał Ten, który nie popełnił grzechu ani nie znalazł się podstęp w Jego ustach, a jednak zniósł dla naszego zbawienia wszystkie boleści krzyża. On sam jeden przed wszystkimi innymi zanosił czyste prośby do Boga i modlił się w czasie męki krzyżowania za swoich prześladowców mówiąc: „Ojcze, przebacz im, bo nie wiedzą, co czynią”. Co można czystszego powiedzieć lub pomyśleć w modlitwie, jeśli się prosi o miłosierdzie dla tych, którzy zadają nam ból? Dlatego to krew naszego Zbawiciela, jaką wylali szalejący prześladowcy, będą potem pić wierzący i przepowiadać, że Jezus jest Synem Bożym. O tej to krwi słusznie czytamy: „Ziemio, nie okrywaj krwi mojej i niech w tobie nie będzie miejsca, gdzie by się mogło skryć wołanie moje”. Człowiekowi grzesznemu powiedziano: „Ziemią jesteś i do ziemi pójdziesz”. Ziemia ta nie ukrywa krwi naszego Odkupiciela, ponieważ każdy grzesznik pijąc cenę swojego zbawienia wyznaje ją i sławi oraz głosi, jak tylko może, swoim bliźnim. 

Ziemia nie ukrywa krwi Chrystusa, ponieważ Kościół ogłosił już tę tajemnicę swojego zbawienia we wszystkich częściach świata. Znaczmy nią nasze usta i serca w Komunii Świętej, siostry i bracia. Czekam na WAS jako kapłan.

Wymowna była modlitwa papież Franciszka z całym Kościołem i jego szczególne błogosławieństwo urbi et orbi w czasie panującej teraz pandemii koronywirusa. Doświadczyliśmy na nowo prawdy, że Jezus żyje! Nie śpi w łodzi kościoła, ale domaga się naszej żywej wiary. To błogosławieństwo, które udzielił nam papież sprawia, że darowane są nam wszelkie kary za grzechy. Staliśmy się, jak nowonarodzone dzieci. Tylko zastępca Chrystusa na ziemi może udzielić takiego błogosławieństwa. Miejmy ufność! Bóg jest z nami!

Ten ostatni ołtarz, poświęcony jest Panie Jezu Twoim sługą kapłanom. Na samej górze widzimy obraz św. Jana Kantego, w towarzystwie figur św. Jana Ewangelisty i św. Józefa. Kiedyś znajdował się tam wizerunek św. Antoniego z Padwy odtworzony dziś przy chórze. Poniżej św. Jakub Apostoł, główny nasz patron. Obraz namalowany na desce tak jak i obraz Pani Sancekiej i św. Anny, prawie 400 lat temu.

Niezwykle wymowny jest grób św. Jana Kantego w uniwersyteckiej kolegiacie św. Anny w Krakowie. Ma on głębokie, symboliczne przesłanie. ks. Panuś pisze: Centralne miejsce tzw. konfesji św. Jana Kantego przechowującej jego relikwie zajmuje ołtarz. /U nas w kościele relikwie św. Jana znajdują się w ołtarzu soborowym/. U św. Anny w kościele, na osobnym postumencie, przylegającym do mensy ołtarzowej, stoją cztery białe stiukowe posągi, będące personifikacją czterech wydziałów najstarszego polskiego uniwersytetu – krakowskiej Almae Matris: filozofii, teologii, prawa i medycyny. Unoszą one na swych barkach ozdobną trumnę z białego marmuru, kryjącą w swoim wnętrzu cynową trumienkę ze szczątkami Świętego Profesora. Wokół ołtarza znajdują się cztery wolno stojące kolumny. Nie są one zwieńczone baldachimem, jak nad sarkofagiem znajdującym się nad grobem św. Piotra w Rzymie. Stoją one wolno. Mają po 12 m wysokości. Dlatego też po kolumnie króla Zygmunta III Wazy w Warszawie są największymi kolumnami pomnikowymi w Polsce, wykutymi z jednego bloku białego marmuru. Kolumny te zostały sprowadzone ze Wzgórza bł. Salomei w Grodzisku, koło Skały, o czym świadczy napis; Salomea przygotowała dziewiczy marmur dla Jana; Oboje nieskalani, dla obojga też przystoi ta czysta ozdoba.

Kolumny przy konfesji św. Jana Kantego wieńczą posągi czterech świętych Janów. Są to: dwaj świadkowie Jezusowi – św. Jan Chrzciciel i św. Jan Ewangelista oraz dwaj doktorzy Kościoła – św. Jan Złotousty – Chryzostom i św. Jan Damasceński, ostatni ojciec Kościoła na Wschodzie. Na piedestałach tych posągów umieszczono łacińskie słowa, odnoszące się do poszczególnych świętych: (Głos) – odnosi się do św. Jana Chrzciciela, który był Głosem wołającego na pustyni. Świętego Jana Ewangelistę określa (Słowo), ponieważ głosił chwałę przedwiecznego Słowa – Na początku było Słowo … (Złote usta) – to dewiza św. Jana Chryzostoma, słynącego z kaznodziejstwa i słowa (Ręka Pańska), odnoszące się do św. Jana Damasceńskiego ze względu na jego umiejętność przekazywania tradycji patrystycznej następnym stuleciom. Przez pryzmat tych czterech świętych Janów ukazane są dokonania Świętego Profesora.

Jan wyszedł z Kęt, małego miasteczka w południowej Polsce. Tam przyszedł na świat 24 czerwca 1390 roku. Prawdopodobnie pochodził z zamożnej rodziny mieszczańskiej. Z ojcowskiego domu Jan wyniósł nie tylko skarb życia naturalnego, ale również drugi wielki skarb – skarb życia Bożego. „Wyszedł, niosąc w swej duszy skarb chrztu świętego, a poprzez ten skarb – skarb wiary. We wierze dane mu było obcować ze słowem Bożym od pierwszych dni swojego życia […]. A było to obcowanie głębokie, pełne myśli, serca i woli” – stwierdzał abp Karol Wojtyła, kreśląc słowem kaznodziejskim postać Jana z Kęt w krakowskiej kolegiacie św. Anny.

Około 1413 roku Jan z Kęt zostaje przyjęty do Akademii Krakowskiej. Przyjmuje święcenia kapłańskie. Służył odwiecznemu Słowu za pomocą ludzkiego słowa, głoszonego i przepisywanego. Już wtedy kopiował dzieła wielkich teologów. Przez swoją żmudną pracę ocalił on od zagłady niejedno dzieło, a przepisując święte teksty, umożliwiał sprawowanie służby Bożej i upowszechnianie ich nowym pokoleniom. W ten sposób już Głosił Słowo – Jezusa.

Św. Jan Chryzostom – trzeci z wielkich Janów otaczających konfesję Jana Kantego przeszedł do historii jako złotousty kaznodzieja. W nieprzeciętny sposób głosił wielkość miłości Boga do człowieka. Złotymi były jego usta, a nie pałace ani pierścienie; usta otwarte na Prawdę niepodlegającą korozji ani korupcji; usta na służbie Miłości, a nie służalcze wobec własnych zachcianek i egoizmu. Na jego podobieństwo złotoustym starał się być Jan z Kęt. Przez wiele lat zajmował się kaznodziejstwem. W kazaniach głoszonych w języku polskim krzewił szczególnie kult Eucharystii i zachęcał do częstego jej przyjmowania przez wiernych. Dużo uwagi poświęcał też trosce o rodzinę.

I wreszcie (Ręka Pańska). Jan Kanty znany był z troski o ubogich i pokrzywdzonych. Jego ręce zaradzały potrzebom wielu. Do spełniania dzieł miłosierdzia zachęcał go m.in. niewielkich rozmiarów obraz (Miłosierdzie Pańskie), który wisiał na bramie wejściowej do Kolegium Większego (Collegium Maius) aż do jego śmierci. Według starej tradycji przed tym obrazem Mistrz z Kęt miał zwyczaj spędzać długie chwile na modlitwie. Dzisiaj ten obraz przechowywany jest w kolegiacie św. Anny w Krakowie.

W VII wydaniu staropolskiego bestselleru, jakim były Żywoty świętych Starego i Nowego Zakonu (Kraków 1610) ks. Piotr Skarga zamieścił Żywot Jana Kantego. Przytoczył w nim opis czterech cudów, które wydarzyły się jeszcze za życia Profesora. Trzy z nich dotyczą dzieł miłosierdzia, dokonanych przez niego. Tak więc zdarzyło się, że płaszcz, którym Mistrz z Kęt okrył żebraka na mrozie, po powrocie do swego mieszkania znalazł zwrócony mu cudownie przez Najświętszą Maryję Pannę. Drugi cud dotyczył posiłku w Kolegium Większym. Jan z Kęt poczęstował przybyłego biedaka kawałkiem mięsa. Według relacji naocznego świadka, żyjącego jeszcze w czasach ks. Piotra Skargi, tę porcję mięsa oddaną nieznanemu ubogiemu Jan Kanty znalazł po chwili ponownie na swym talerzu. Trzeci z cudów przytoczonych w Żywotach świętych dotyczył cudu z dzbanem. Uboga służąca, niosąc mleko, nieopatrznie upuściła dzban, który rozbił się na kawałki. Płaczącą z obawy przed reakcją surowej pani spotkał Jan Kanty. W cudowny sposób skleił rozbity dzban, wlał do niego wodę i zamienił ją w mleko…

Poniżej znajdujemy obraz św. Jakub Apostoła, który zwany jest filarem wiary. „Wiara, to most bez filarów”, gdzie na jednym brzegi stoi Bóg, na drugim człowiek    i ta relacja /wiara/ nie jest niczym podtrzymywana. Pierwszym człowiekiem biblijnej wiary był Abraham, którego nazywamy ojcem wszystkich wierzących. Podobnie św. Jakub posłuszny poleceniu Jezusa; idźcie na cały świat i głoście Ewangelie, poszedł na koniec świata, głosząc ewangelię. Zresztą do dziś nazywa się przylądek hiszpańskiej Galicji – końcem świata. Tego, że się wierzy, można dowieść swoim cierpieniem za wiarę. Jakub najpierw znosi biczowanie z innymi apostołami, jak czytamy w Dziejach Apostolskich, a potem zostaje ścięty za wiarę. Ale jego filar, to nie tylko wiara, nie tylko kielich krwi przelany za wiarę, ale także wiara poświadczona świadectwem kolan. Wierny Jezusowi, jak pamiętamy, chcąc wynagrodzić za sen w ogrodzie oliwnym, długie godziny trwał na adoracji. Jego kolana były płaskie, jak kolana wielbłąda. Tak pisał współczesny mu pisarz Hegezyp: Sam wchodził do świątyni i znajdowano go na kolanach, modlącego się za lud o przebaczenie. Kolana jego zgrubiały jak u wielbłąda. Dlatego, że tak zawsze był na klęczkach przed Bogiem. I o przebaczenie modlił się dla ludu. Dla nadzwyczajnej jego sprawiedliwości, dano mu przydomek: Sprawiedliwy i Oblijas. To znaczy – po grecku: Mur obronny narodu i sprawiedliwości. Dlatego wiara św. Jakuba – Tytana wiary – wciąż imponuje.

I jeszcze jeden filar w życiu św. Jakuba, ten na którym ukazała mu się Maryja. Maryja de Pilar. Głosił Chrystusa swoim słowem, nawracał swoim przykładem, ale lud nie był skłonny do słuchania. Wtedy przychodzi mu z pomocą Maryja, pociesza, umacnia zapala w gorliwości.

Wracając jeszcze raz do grobu św. Jana Kantego, warto zwrócić uwagę na jeszcze jeden szczegół. Nad trumną z relikwiami świętego widnieje gloria, a wśród jej złoconych promieni widać Baranka Bożego z napisem: lampą jego jest Baranek. Oznacza to, że tak jak za życia św. Jan Kanty zapaloną od Chrystusa-Baranka pochodnią wiary rozjaśniał swe ziemskie drogi, tak teraz i na wieki oświetla go chwała Boga.

Papież Klemens XIII tak scharakteryzował jego postać św. Jana z Kęt: „W jego słowach i postępowaniu nie było fałszu ani obłudy: co myślał, to i mówił. A gdy spostrzegł, że jego słowa, choć słuszne, wzbudzały niekiedy niezadowolenie, wtedy przed przystąpieniem do ołtarza usilnie prosił o wybaczenie, choć winy nie było po jego stronie. Codziennie po ukończeniu swoich zajęć udawał się z Akademii prosto do kościoła, gdzie się długo modlił i adorował Chrystusa utajonego w Najświętszym Sakramencie. Tak więc zawsze Boga tylko miał w sercu i na ustach”.

Nie zapomniałem o św. Józefie. Choć nie był kapłanem, jest dla nas kapłanów wzorem opieki nad Jezusem i Maryją. Jest szczególnym orędownikiem wytrwania także w czystości. To szczególny mąż Bożej Opatrzności, która także widnieje na tym ołtarzu, ukazując Boga Ojca błogosławiącego nas. I jeszcze jedno, tam gdzie w ołtarzu soborowym znajdują się relikwie św. Jana, w krzyżu spogląda na nas św. Stanisław Kazimierczyk, kapłan, który w czasie zarazy niósł wiernym Najświętszy Sakrament i sam uległ w ten sposób epidemii w Krakowie.

Słudzy według Serca Jezusowego. Z Niego czerpali siłę, trwając na modlitwie, spełniając wiernie swoje powołanie, służąc swoim bliźnim, niosąc Miłosierdzie …

Prorok Ezechiel mówi o sercach kamiennych. Że Bóg wyjmie z nas serca kamienne, a włoży w nas serca z ciała, pełne Jego Miłości. Męka Jezusa tego dokonała dla nas. Możemy w naszych sercach gości samego Boga. 

Otaczajmy modlitwą kapłanów, który pracują dla nas. Którzy sprowadzają Jezusa na ziemię w czasie każdej Mszy św., za którą już wielu tęskni. Módlmy się o nowe święte powołania, by w tym świecie, który zniszczył w jakiś sposób świętość tego daru, znaleźli się odważni młodzi ludzi, którzy pójdą za głosem Chrystusa. 

W naszym sanktuarium modlimy się o powołania, za kapłanów, którzy polecają się Matce Bożej, w każdy pierwszy czwartek miesiąca, jak też na nowennie w środy.

Tak piękne świadectwo złożył tu w tym miejscu ks. Kardynał Stanisław Dziwisz, który 8 grudnia 2016 roku, a potem w 2019 roku potwierdził, że Pani Saneckiej zawierza swoją posługę Metropolity w naszej archidiecezji i rozpoczynający się czas jego emerytury. Jak też modlił się tu w intencji Światowych Dni Młodzieży, by te dni były znakiem dla świata – i tak się stało.

Rok później ks. Arcybiskup Marek Jędraszewski, w pierwszą rocznicę swojej posługi pasterskiej, także zawierzył siebie i swoją posługę Pani Saneckiej. Powiedział do mnie po Mszy św. Tak dobrze się tu pomodliłem „coś tu jest”. Dziś ks. Abp Marek zawierzył całą naszą Archidiecezję Matce Bożej Kalwaryjskiej.

Prośmy Siostry i Bracia, by i z naszej młodzieży powołał Pan kogoś do kapłaństwa.

W kategorii: Aktualności