Opublikowane przez dnia 29 lipca 2017

W tym roku, Głównym Celebransem Sumy odpustowej był Ks. Prałat Józef Grzesiuła, Proboszcz parafii p.w. Zesłania Ducha Św. z Nowej Góry. Przy ołtarzu stanęli także: Ks. Kanonik Krzysztof, nasz rodak, wicekanclerz krakowskiej kurii i Ks. Misjonarz Krzysztof Kasprzak, od 2014 posługujący na misji w Tanzanii. Z naszym Ks. Proboszczem znają się już wiele lat, bowiem Ks. Misjonarz pochodzi z Orawy, z Jabłonki, gdzie nasz Ks. Proboszcz był wikariuszem i „urządzał” Mszę św. prymicyjną wyświęconemu w 2007 r.,  przyszłemu Ks. Misjonarzowi. Obaj Kapłani utrzymują stały kontakt korespondencyjny, zatem takie spotkanie „w realu” było doskonałym odpustowym pomysłem. Mam wrażenie, że owocnym – zarówno dla naszego gościa, jak i dla parafian.  Po procesji na wejście, wszystkich Kapłanów powitał nasz Ks. Proboszcz, odziany w piękny strój Opiekuna Duchowego Bractwa św. Jakuba i św. Jana Pawła II. W imieniu parafian, powitanie wszystkich Kapłanów i serdeczne życzenia imieninowe dla obu Solenizantów – Księży Krzysztofów wygłosił Starszy Bractwa św. Jakuba Apostoła i św. Jana Pawła II. Przedstawicielki Bractwa Niepokalanego Poczęcia NMP wręczyły piękne bukiety kwiatów, a Ks. Prałatowi i Ks. Misjonarzowi – wizerunki Naszej Pani Saneckiej. Rozpoczęła się Msza św. – Suma odpustowa. Muzyczną oprawę organistowską  wzbogaciła swoimi popisami nasza Schola, Pierwsze Czytanie przypadło w udziale lektorowi, Drugie Czytanie i Modlitwy wiernych własnego autorstwa, odczytali bracia Jakubowi.

     W kazaniu, Ks. Misjonarz zajmująco opowiadał o swojej pracy misyjnej. Powiało wielkim, nieznanym światem, i egzotyką. Oto parę słów o kraju, w którym pracuje nasz gość. Tanzania, to kraj leżący w północno-wschodniej Afryce, wschodnim krańcem przylegającym do Oceanu Indyjskiego. Powierzchnia:  947 tys. km kw. Ludność: ponad 52 mln. Trzy główne religie: chrześcijaństwo (61%), islam (35%), i lokalne religie plemienne (4%). W przeszłości kraj był kolonią Wielkiej Brytanii, niepodległość odzyskał w 1964 r.  Jest ewangelizowany od 150 lat, a polski kościół włączył się do dzieła misyjnego w roku 1977. Dzisiaj polscy kapłani obsługują 4 misje leżące na północy kraju, na obrzeżach Jeziora Wiktoria, w sąsiedztwie parku narodowego Serengeti. Piękne sąsiedztwo: dzika fauna, piękna flora  – bezkresne sawanny, z pojedynczo rosnącymi akacjami, baobabami, przepastne dżungle tropikalne, majaczący na horyzoncie, ośnieżony masyw Kilimandżaro. Obszary te zamieszkują dwa ludy: Masajowie i plemiona Bantu. Polscy misjonarze, w tym nasz gość, pracują głównie wśród Masajów. Językiem urzędowym jest suahili – jak wyjaśnił Ks. Misjonarz, jest to język sztuczny (coś jak esperanto), który został stworzony po to, by różnoplemienni obywatele Afryki Środkowej, mówiący blisko 300 językami, dialektami, mogli się porozumieć. Tego języka Ks. Misjonarz musiał się nauczyć na początku swojej pracy; dzisiaj uczy się masajskiego. Ewangelizacja  tego ludu, liczącego na obszarze Tanzanii 0,5 mln osób nie jest łatwa. Ten na wpół koczowniczy lud  jest zamknięty, przywiązany do rytuałów, tradycji, lud hardy, odważny i nieciekawy świata. Trzeba umieć „do niego trafić”. Ich życie kręci się wokół bydła, które jest dostawcą głównego pożywienia – mleka, a od czasu do czasu także mięsa. Podstawowym, codziennym pożywieniem jest papka z mąki kukurydzianej ugotowanej na wodzie; chleba nie znają. Przy bardzo rzadkim spożywaniu mięsa, dieta  Masajów jest bardzo uboga, dlatego wśród nich nie uświadczysz człowieka otyłego. Jedzą dużo warzyw, owoców, czyli to, co nie wymaga przechowywania, wszak lodówek tu nie ma. Na prowincji, w wioskach ukrytych w dżungli nie ma prądu, trudno o wodę, drogi są w kiepskim stanie. Rozmywane deszczami, zaś w porze suchej jeździe towarzyszą tumany kurzu. A Masajowie, półnadzy, ubrani w czerwone tuniki zawiązane na jednym ramieniu,  obwieszeni licznymi ozdobami, pomalowani farbą zmieszaną z tłuszczem, wypasają na sawannach bydło, polują, uprawiają poletka czerwonej ziemi.  Dzisiaj, pasterze masajscy oprócz dzidy ściskają w ręce komórki, które oddają im wielką pomoc przy wypasaniu bydła na wielkich obszarach; pasterze mogą się łatwo porozumiewać. (A ładowanie komórek rozwiązano poprzez własnego pomysłu solary). W każdej wiosce chaty stoją wokół wielkiego placu, do którego na noc spędzane jest bydło. Ono jest najważniejsze. O wpływie świata na życie Masajów świadczy przyjęcie chrześcijaństwa, głównie wiary katolickiej, za którą idzie edukacja, oświata, opieka zdrowotna. Masajscy chrześcijanie mają jedną żonę (jednego męża), natomiast trwający w swoich religiach plemiennych żyją w poligamii.

Oprócz kościoła katolickiego, naucza tutaj także kościół protestancki, anglikański. Ważne jest to, że kościoły ewangelizujące muszą zgodnie współpracować, pomagać sobie i  dyplomaty-cznie uznawać fakt istnienia religii tradycyjnych, opartych na totemizmie, wciąż żywych praktykach szamańskich, do których ludność wciąż jest przywiązana. To najtrudniejszy problem w pracy misyjnej. A jednak, po owych 150 latach ewangelizowania, kościół katolicki w Tanzanii należy do przodujących w Afryce. W roku 1953 Stolica Apostolska utworzyła na terenie Tanzanii hierarchię katolicką, dzisiaj liczy ona 5 metropolii i 25 diecezji, w których posługują rodzimi kapłani: ponad 40 biskupów, 1,5 tys. księży diecezjalnych, ponad 700 ojców, 1,5 tys. braci zakonnych, 8 tys. sióstr zakonnych. Liczba powołań ciągle rośnie. Wśród wiernych posługuje także 15 tys. katechistów, którzy wspomagają kapłanów. Dzieło misyjne nie jest zakończone; można powiedzieć, że „góra” Afryki to obszary ludnościowe opanowane w większości przez islam, od połowy w dół – w większości przez chrześcijaństwo. Religijność wyrażana jest tu inaczej: nabożeństwa są bardzo długie, bo dużo śpiewu, dużo tańca. Zbliżająca się do ołtarza procesja z darami idzie tańcząc, pełna radości. Na chrzcie nadawane są imiona katolickich świętych: Józefa, Pawła, Antoniego, Franciszka, Teresy, Cecylii, Rozalii, Róży. Wystawiają jasełka, odprawiają nabożeństwa wielkopostne, Drogę Krzyżową. Nie liczą czasu; tu czas płynie wolniej niż u nas. I  potrafią cierpliwie czekać: Ks. Misjonarz mówił, że musi przebyć 300-400 km, by dotrzeć raz w miesiącu do kolejnej katolickiej parafii, w której wierni czekają na nabożeństwo, na chrzest, na ślub. Ks. Krzysztof pracuje razem z Ks. Markiem; jeden rusza w jedną stronę, drugi w przeciwną, i jadą przez te tropikalne wertepy, bo lud czeka. Zważywszy, że na tym suchym, gorącym obszarze (w dzień temperatura sięga 30 stopni, w nocy spada do minus 18)  występują dwie pory deszczowe (w miesiącach X-XI i od IV-V), przemierzanie takich odległości jest nie lada problemem. Dużo by jeszcze można było powtarzać, co Ks. Misjonarz opowiadał, ale na koniec serdecznie prosił, by modlić się za misjonarzy (codziennie chociaż jeden pacierz) i pamiętać o tych dalekich braciach w wierze.

    Zwieńczeniem uroczystości odpustowych była piękna procesja, uroczyste odśpiewanie pieśni „Ciebie Boże wielbimy”, a na samym końcu – ochocze napełnianie datkami puszek, do których ministranci zbierali ofiary na potrzeby placówki misyjnej Ks. Krzysztofa w Tanzanii. Myślę, że modląc się nie jeden raz polecimy Bogu tego młodego, pełnego zapału Syna Kościoła i jego lud. I na koniec – czy to nie cud, że  Naszej Pani Saneckiej będzie oddawana cześć na Czarnym Lądzie? Czy mogliśmy kiedyś o czymś takim zamarzyć?

 

Księże Proboszczu! Twoje uwielbienie dla Naszej Pani prawdziwie nie ma granic!

Pozostało jeszcze kilka kontynentów, ale przed nami kolejne odpusty, różne święta, zatem „wszystko w swoim czasie”, prawda? W.S.

W kategorii: Aktualności