Opublikowane przez dnia 21 lutego 2017

Raz jeszcze spojrzałam na kartkę z wynikami badań i momentalnie poczułam jak fala łez gwałtownie napływa mi do oczu. Nieprzyjemne kłucie w sercu nadal nie dawało mi spokoju. Nie chciałam tego przyjąć do wiadomości, ale diagnoza była jednoznaczna – rak. Czy naprawdę nie będę mogła mieć dzieci?

W głowie nabrzmiałej od potoku negatywnych myśli szczególnie wirowało tylko jedno  pytanie – Dlaczego? Bezsilna, opadłam na miękką sofę i przymknęłam  powieki, pragnąc odegnać od siebie to wszystko, co na mnie spadło. Zasnąć, a potem obudzić się z myślą, że miało się tylko zły sen. I faktycznie, udało mi się na chwilę odpłynąć. Potem obudził mnie dzwonek do drzwi. I wszystko do mnie wróciło. Miałam wrażenie, że ze zdwojoną siłą. Z wysiłkiem podniosłam się, by pójść otworzyć mojemu gościowi.

Zobaczyłam zaniepokojoną twarz Anny.
– Lidka, co się dzieje? Dlaczego nie odbierasz telefonu? Miałaś dać znać jak wyniki.
W chwili, gdy wypowiedziała te słowa, wiedziała już wszystko. Z mojej twarzy dało się wyczytać każdy szczegół, jak z otwartej księgi. Poza tym byłam zapuchnięta od płaczu.
– Kochana…

Objęła mnie mocno i zamknęła drzwi. Potem poszłyśmy razem do salonu. Posiedziałyśmy chwilę w milczeniu, a potem zaczęłam jej opowiadać. W momencie, gdy przekroczyłam próg gabinetu lekarskiego, doznałam poczucia, że nie będzie dobrze. Niebieskie oczy doktora wpatrywały się we mnie ze smutkiem i nieudawaną troską. I nie myliłam się. Okazało się,  że cierpię na nowotwór narządów rodnych. Sprawa poważna. Lekarz mówił o konieczności usunięcia wszystkiego, ale ja nie chciałam o tym słyszeć. Przecież doskonale wiedziałam z czym to się wiąże.  Chciałam być zdrowa, ale bardzo pragnęłam też mieć dzieci.

Popatrzyłam na Annę w nadziei, że może wesprze mnie jakimś dobrym słowem. Ale co ona mogła poradzić na mój problem? W międzyczasie, gdy ja mówiłam, ona w skupieniu szukała czegoś w torebce.
– A słyszałaś o Matce Bożej Saneckiej?

W końcu znalazła to, czego szukała. A był to obrazek. Szczególny, bo z wizerunkiem Maryi – Pani Saneckiej, trzymającej w ramionach małego Jezusa. Obydwoje mieli na sobie piękne złoto-srebrne szaty, a nad ich głowami widniały złote korony. Z twarzy, a szczególnie z oczu Maryi i Jej Syna bił pewien niesamowity blask, napełniający patrzącego jakimś przedziwnym pokojem i radością. Tło stanowiły pierzaste obłoki, uczepione błękitnej tafli nieba. Na odwrocie znajdowała się modlitwa.Matka oczekiwanego macierzyństwa, dająca nowe życie. Spojrzałam na wizerunek Pani Saneckiej jeszcze raz. Jej smutne oczy zdawały się przenikać mnie na wskroś. W moim sercu nagle zakiełkowało ziarenko nadziei. Poczułam, że Ona doskonale wie, co ja w tym momencie odczuwam i postanowiłam zwrócić się do Niej o pomoc.
– Anno, dziękuję ci za wsparcie. I za obrazek. Musi być dobrze.

Przytuliła mnie na pożegnanie, gdyż musiała już iść. Jeszcze przy drzwiach obiecała mi modlitwę.

Z obrazkiem w ręce poszłam do sypialni i przyklęknęłam obok łóżka. Mąż miał wrócić z pracy pod wieczór, więc miałam sporo czasu na to, by porozmawiać spokojnie z Bogiem i oddać Maryi wszystkie swoje sprawy. Byłam tak pochłonięta modlitwą, że nie zdawałam sobie sprawy z upływu czasu. Usnęłam na klęcząco. Od tamtego dnia, codziennie modliłam się za przyczyną Pani Saneckiej o uzdrowienie. Czułam w sobie dziwny pokój, ale jednocześnie pamiętałam o woli  Bożej i modliłam się, abym potrafiła ją przyjmować w każdym zdarzeniu, które ma miejsce w moim życiu. I w dobrym i w złym.

W między czasie udało mi się nawiązać kontakt z proboszczem z parafii Sanka i opowiedzieć mu swoją historię. Okazał się wspaniałym kapłanem i obiecał modlitwę za mnie. Nadszedł czas kolejnego badania, a po nim, ciągnącego się w nieskończoność oczekiwania na wyniki. Mąż zaproponował, że weźmie wolne, po to by pójść ze mną do lekarza. Bardzo mnie to podbudowało, bo w tamten dzień jak nigdy, potrzebowałam jego wsparcia.Stojąc przed gabinetem czułam jak serce waliło mi jak oszalałe. Bałam się tego, co usłyszę. Jednak wtedy, jakby czytając mi w myślach, mój mąż podszedł do mnie, objął mnie i zapewnił, że cokolwiek się stanie, to będzie ze mną. To mi dodało odwagi. Stanowczo nacisnęłam klamkę i obydwoje weszliśmy do środka.

W środku było raczej ciemno, zasłony były zasunięte dalej niż do połowy. Tylko jedna lampka paliła się przy biurku. Lekarz, gdy nas zobaczył, wziął głęboki oddech i nie odezwał się ani słowem.
– Dzień dobry.
Przywitaliśmy się z mężem i niepewnie zajęliśmy miejsca naprzeciwko doktora. W powietrzu unosiło się coś dziwnego. W końcu milczenie przerwał lekarz.
– Pani Lidio. Badania nie wykazały obecności nowotworu.
W jego głosie dało się słyszeć niedowierzanie. Po chwili dodał:
– To prawda. Rak zniknął.
Podrapał się po głowie i spojrzał na nas. Wstrzymaliśmy oddech. Miałam wrażenie, jak gdybym miała się zaraz unieść nad ziemię. Czy to było możliwe? Poczułam tak niewysłowioną ulgę i radość, że nie byłam w stanie nic powiedzieć. Strumień łez zaczął spływać obficie po moich policzkach, a ja nie potrafiłam go zatamować. Nie chciałam. Zostałam uzdrowiona?!

Lekarz podał mi kartkę z wynikami i oto przed moimi oczyma miałam prawdziwy dowód na to, że w moim życiu stał się prawdziwy cud. Doznałam ogromnej Łaski od samego Boga. Gdy sobie to uświadomiłam, w momencie poczułam ciarki na całym ciele. Pani Sanecka, dająca nowe życie, pokazała, że naprawdę jest ze mną.
– Panie doktorze? Co teraz?
Czułam się tak niesamowicie szczęśliwa, iż miałam ochotę zacząć tańczyć! Zdawałam sobie jednak sprawę z tego, że to nie koniec i  z pewnością będę musiała powtórzyć jeszcze te badania.
Lekarz spojrzał na mnie i uśmiechnął się lekko.
– Wygląda na to, że jest pani zdrowa. Nie wiem jak to się stało. To niesamowite. Ale jednocześnie to wspaniała wiadomość. Będziemy musieli zrobić jeszcze inne badania, żeby mieć całkowitą pewność.

Od momentu, gdy dowiedziałam się, że jestem zdrowa, coś we mnie odżyło. Nieustannie odczuwam Bożą obecność w moim życiu. Przede mną jeszcze ważne badania w szpitalu, ale mam nadzieję, że wszystko pójdzie pomyślnie. Jestem ogromnie wdzięczna Pani Saneckiej za tę łaskę, która mnie spotkała. Mam pewność, że modlitwy kierowane do Niej nie giną gdzieś w przestrzeni, ale lecą prosto w Jej ręce. A Ona tylko czeka, żeby je wszystkie przyjąć i zanieść Panu. Maryja wspiera, pociesza i czyni najpiękniejsze z cudów. Potrzeba tylko naszej ufności i silnej wiary.

***

W Sance czuć było już jesień. Drzewa zaczynały przybierać brązowe i złote barwy, a na wieczorny spacer trzeba było już zaopatrzyć się w grubszą kurtkę, żeby się nie przeziębić. Robiło się coraz chłodniej i ciemniej, jednak ktoś musiał odbyć swoją regularną przechadzkę po stałej trasie. Za murem cmentarnym, który znajdował się tuż obok kościoła, dało się słyszeć miarowe sapanie i delikatne skrobanie pazurami o asfalt.
– Hrabia! Dawaj, dawaj grubasku. Już niedużo zostało.

Ksiądz proboszcz i jego wierny pies na spacerze. Dla mieszkańców Sanki nie był to niecodzienny widok.
Dwaj przyjaciele kierowali się już w stronę plebanii. Ksiądz dostał powiadomienie na telefonie, że otrzymał nowego maila od pani Lidii. Nie chciał go jednak odczytywać na komórce, tylko na spokojnie w domu. Historia tej kobiety bardzo go poruszyła, dlatego ciekawy był co aktualnie u niej słychać.

Proboszcz zalogował się na swoje konto i kliknął na ikonkę wiadomości.

Drogi Księże,
Bardzo proszę o modlitwę. Dzisiaj jestem w szpitalu i będę przechodziła kolejne badania. Mam nadzieję, że będę mogła mieć dziecko, gdyż bardzo tego pragnę. Jeśli się uda i jeśli będzie to dziewczynka to bardzo bym chciała ochrzcić ją w Sance imieniem Maria. Jestem bardzo poruszona tym, że Pani Sanecka wejrzała na moją prośbę i uzdrowiła mnie z raka. Doświadczyłam prawdziwego cudu!

Pozdrawiam,
Z Bogiem,
Lidia

Proboszcz przeczytał w skupieniu wiadomość i poczuł jak przyjemne ciepło rozlewa się mu na sercu. Pani Lidia doświadczyła niesamowitej łaski, wszystko za sprawą Pani Saneckiej, Której obraz dopiero co został przyozdobiony złotymi koronami. Pani oczekiwanego macierzyństwa cały czas działa. Pokazuje, że w tym świecie, w tak dużym stopniu przesiąkniętym złem, Ona cały czas jest ze swoimi dziećmi i nie zostawia tych, którzy w Niej pokładają swoją nadzieję. Pani Sanecka jest prawdziwą Matką Boga, Która kocha swoje dzieci i Której zależy na każdym z nas.

Pani Lidia w podzięce ofiarowała serduszko dla Maryi oraz dotychczasowe badania, które pokazują, że nowotwór zniknął.

Karolina O.

W kategorii: Aktualności